sobota, 13 czerwca 2015

Prolog



Zawsze zastanawiałam się jak tam jest. Co wieczór wchodziłam na Mój klif i patrzyłam. Wiatr rozwiewał moje włosy i targał suknie, ale ja nie zwracałam na to uwagi.  Liczyło się tylko to, co jest tam, gdzie niebo styka się z wodą.  Cały świat, który jest na wyciągnięcie ręki, wystarczy sięgnąć. Tak bardzo tego pragnęłam, że posunęłam się do obrazy najbliższej mi osoby. Teraz to wszystko wydaję się błahe i nie ma najmniejszego znaczenia. Jedyne czego pragnę to choć na chwilę znów ujrzeć ojca i powiedzieć mu jak bardzo żałuje swych słów, że go kocham i żeby nigdy o tym nie zapomniał. Przynajmniej tak było. Aż do teraz, gdy nadarzyła się ku temu okazja, a ja się waham. Tak wiele się zmieniło od tych spokojnych chwil spędzonych na wyspie. Teraz stałam przed wyborem, który zaważy na reszcie mojego życia.Od lat ponowne spotkanie ojca, było moim celem. Żyłam tylko tym. A teraz pojawił się On i całe moje życie wywróciło się do góry nogami. Jak mam wybrać? Jak w ogóle można dokonać takiego wyboru?
Teraz znowu stoję na Moim klifie i już nie chcę sięgać po to, co jest za horyzontem. Chcę się schować i nie musieć wybierać. Jaka nie byłaby moja decyzja, zawsze stracę już na zawsze kogoś, kogo kocham.
Czy gdyby nie to wydarzenie sprzed lat, zawahałabym się choć na chwilę przed wykorzystaniem Go? Umysł podpowiada tak, ale serce zupełnie coś innego. Te orzechowe oczy sprawiły, że przepadłam z kretesem. I nawet, gdybym nie miała u niego długu, to los i tak pokierowałby mnie do tego miejsca., do mojego kwiecistego klifu.


Obserwatorzy